Zaloguj się przez Facebooka! Zarejestruj się!

~abnormalbeauty

A ja tam nikogo nie widzę.Nic a nic.Nikogusieńko.Ale zaraz,chwila...
Łooo Jeeeeeezu !!! Jacy tam obserwatorzy,przecież to Pożeracze Światów!
Pora stąd spadać.Muszę sprawdzić,czy nadal aktualna jest oferta załogowej misji na Marsa.W sumie spełniam kryteria.Pa,pa






Jaś i Małgosia? A baja taka,hm...Bajki są fajne,nie,nie tak,wróć.Są,po prostu.Ale dlaczego? Bo są potrzebne.Ale dlaczego? Dlatego,że i już! Dla wartości edukacyjnych? Albo,czy autorzy lubią pisać bajki,czy tego nienawidzą,ale robią to,bo chwyciło,czyli dla mamony.Pytań bez liku,ale ja mam jedno,albo dwa bodajże: Pierwsze,czemu nikt nie wspomniał,jak krzywdząca,piętnowana i przeobrażona jest postać macochy we wszystkich bajkach.Posiada wszystkie przymioty złe.Nigdy dobre.A życie weryfikuje: ,,Nieważne kto urodził,ważne kto wychował" . Każda suka to potrafi.To znaczy się:wychować,urodzić,czy jedno czy drugie? Zapytajcie się dzieci,one nie kłamią,tak jak pijacy.Następna sprawa:czemu Jaś i Małgosia przeżyli ,czyli mówiąc rubasznie:udało im się dać nogę,a tylu poprzednikom nie?A bo to bliźnięta byli,a one to tak telepatycznie prawie,bez słów się porozumiewają.Taka to sytuacja.Co by nie przedłużać,po co są bajki:żeby nimi straszyć dzieci.Proste.Adekwatne dla sytuacji:Nie odchodź daleko od domu,bo cię czarownica porwie.Ale dzisiaj trzeba dzieciom opowiadać bajki jak szewc,który się palnął młotkiem w palec.Po prostu klnąc jak szewc.A to dlatego,że jak zła czarownica lub zły czarownik będzie chciał porwać Jasia z podwórka.to co odniesie lepszy rezultat:
1) -Proszę Pana,proszę nie robić mi krzywdy.
2) -Odpierdol się,jebany zboczeńcu!
Mniemam,że syn szewca będzie spał spokojnie w swoim łóżeczku pod ciepła kołderką uśmiechając się pokątnie,że pierwsze wrażenie można zrobić raz.Nie ma drugiej szansy.
Tak tylko przedłużam niepotrzebnie,bo wracając do zdjęcia:to fotografia zgadza się,scenerie też,las tak jak poprzednio,ścieżka też jak najbardziej,spacer również,ale zakochani to kompromitacja.Niektórzy ludzie mają problem z uzewnętrznianiem uczuć w miejscu publicznym,ale w lesie? Nie trzymać się za ręce,nie obejmować się,nie całować?
W dzisiejszym świecie,gdzie przypadkowy przechodzień w zatłoczonej aglomeracji miejskiej mijając przypadkową osobę celowo potrąca ją barkiem,aby tylko na chwilę poczuć dotyk innej osoby...Wstyd.
Ps:jak zjadłem kilka przecinków.to błagam o wybaczenie,
tutaj są: ,,,,,,,,,,, . Proszę wstawić we wrażych miejscach :wawe:


Kfiatki,no co Ty? W sumie w tym szaleństwie jest metoda
Kompozycja-nawarstwiają się jak dzieci w programie 500+ ?
A niekoniecznie,bo potrzebują trzech składników do rozrostu:
wody,słońca i mowy.A,bo trzeba do nich gadać,aby rosły.
Ale nie tak:ble,ble,ble i kle kle i kle.Tutaj to trzeba zabiegać,
jak o rękę panny.Nadmienię dyskretnie,że to gówniana sprawa,
bo wszystko rozbija się o nawóz.A to nie byle jaki,bo naturalny.
I tutaj w tym kąciku ogrodu dochodzimy do meritum sprawy:
Partykularna! Znaczeniowo to tor zardzewiały,ale czynny,a pociąg?
E,zaraz pociąg,to przecież lokomotywa:nasza,swojska i intymna
A skoro to twoje kwiatki,to se gadaj dalej,ja się wyłączam


Och,dziękuję.Teraz wiem,ale nie wiem,czy Ty wiesz,że kiedy
pragniesz nam wytłumaczyć jak kłamać,to tak naprawdę:
,,Przewrotnie piszesz prawdę piszczącym pisakiem po pustej
przestrzeni płaszcząc poszczególne poziomy pustego papieru
patrzac pobieżnie,prawdę powiedziawszy posegregowane poszczególne
przypuszczenia przeszywają przerażającą prośbę,poiekąd pobieżnie
przypuszczam,po prostu pragnę przerażająco powiedzieć posłuchaj:
Powiedz prawdę.Polubownie,po prostu.Proszę prześlicznie."
Ot,aliteracja...Lubię,bo jest przemyślana i czytelna.Pyszna zabawa.
Jak lody waniliowe.Pycha.Czytelnika można okłamać,ale tylko raz.
Fajne i trafne z tym zamglonym spojrzeniem.Nieraz wszystko się rozmywa,
rozpływa i rozrywa.Jaki wybór? Drzeć zdecydowanie!!!Niekiedy nie mamy
wyboru,spotykamy się pobieżnie,tylko jeden jedyny raz.Krotochwila
taka,niewykorzystana.Tak więc nie mamy nawet tej jednej,jedynej szansy.
Tak więc...Nie wiem,czy wiesz? Mniemam,że to kosztuje i to sporo.Ale
potem...Splendor i chwała? Niekoniecznie,ważne żewiesz?).Wiem,że tak.


Czy ma być taka jak ty,a może ma być tak,jak ty miałaś być ?
A może ma być sobą ? Myślisz,że możesz? Naprawdę? Tak ?
Perlisty błysk promieni świetnych zachęcał do ciągłej świetlistej
eksploracji źrenicę,niczym klacz rączą,a narowistą niemiłosiernie.
...Ekspansja...elaborat...zrozumienie...Tęczą zastana...
-Musisz.-o,tak musisz być,a potem? A to będzie nader trudne:
-O,a potem najtrudniejsze:musisz uwypuklić zamyślenie na swojej twarzy
graniczące w nawarstwiający się strach.A,to tylko uczucie:głupio brzmi,
nieprawdaż? A klucz.dajmy na to metalowy taki,do piwnicy,to normalny,
czy taki powykręcany,nieprawdaż? Ot,taki strażnik słoików: kiszone,korniszon. A i sałatka i surówka.Znajdzie się,na pewno,zresztą też.Masz apetyt? Nieważne...
Byleby,właśnie.-Pamiętaj kolejność menu: potrawy,przyprawy,ulubione,
a może tylko,że nigdy nie wyglądała na bardziej samotną i odległą....
Mgła? -Nie.Tęsknota? -Tak.Smutek? -Determinacja? -Tak.Test dobrze.


Tak sobie siedzę i patrzę.I dumam.I patrzę,ale trzeba iść...
Koniecznie,bo jak tak zastany jestem to... Zresztą nieważne.
Orzeł czy reszka? Domysły,przepowiednie,a może hazard?
Skromnie zaznaczę,że na pewno nie hazard:kiedyś myślałem,
że hazard ,pisze się " przez-hazart.W tym aspekcie ululałem
część groteskowej wirtualnej mamony.Bezpowrotnie,ale zabawa
skąpa i chuda.Poniekąd i poniewczasie wyostrzyłem priorytety doświadczenia.I tu sobie tak zastygłem,bo...Bo mogę.Wirtualnie
walę na księgi.Wpadam,klikam i kupuję na kilogramy.Książki...
Jak kartofle,ale ziemniaki z dawien dawna,zwali diamentami
biednych.Ot,takie fikuśne związki organiczne,abyś po zażyciu
udawał konia i podreptał parę hektarów.Reasumując,przezabawny wyraz,przekomiczny wręcz na hasło:poproszę cztery kilo książek,
na jutro.Między osiemnastą,a dwudziestą:Może być? Bo tak i już.
Kolokwialnie i asertywnie pragnę zaznaczyć,że praca zdominowała
słowo:ALEGORIA.-dosłowny sens znaczenia?Wszystko ma swoje priorytety:tak było i zostanie? Obowiązki? Nie sądzę.Reasumując:
Praca przypomina zwieracz odbytu monstrualnie ocieplany strugą
perlistego moczu wzbogaconego witaminą C w związku z infekcją
dolnych dróg moczowych.Praca zastanawia,przenosi w przyszłość
jak wehikuł czasu do najbliższej przychodni.Podnosi na duchu: od
teraz twoje upławy serowe są naszym problemem,nie tylko twoim.
Wiem,że to brzmi,jak świat przyszłości,ale tak jest.Na wyciągnięcie
ręki.Wystarczy,że zgłosisz swoją kandydaturę do ,,Skynet" .
Zapraszamy serdecznie


Przestań wołać,a znikną.Umilkną.Jak ślady ognia na spopielałej łepetynie zamczyska.Niegdyś kunsztownego i wytwornego,a teraz bezimiennego,zapomnianego.Nic w sosie bezosobowości.
Wrażliwe i nierozsądne.Tyle siły,ilu wiernych.A jak ich zabraknie,to puste głazy pozostaną martwymi.Głosy w oddali.Syk jeno.Po wsze czasy,a może i dłużej Czegoś zabrakło?Determinacji? A może konsekwencji,że to tylko ułuda w sieci obłudy? Ciężkie zakurzone zasłony niewiedzy,0j,ciężko przesunąć w lewą stronę.W ciemny kąt.Strach przed opadającym kurzem.A bo to alergen zająbczysty,a może to ucieczka w ...Nie ma mnie tu...A Ty? Szept.Pssstt..
Jesteś...Widzę Cię...Mlask...
Ps:psstt....
Ps2: Taa,czas...


Krotochwila,ułuda wieczności.Para ciepłych,bosych i samotnych stóp pląsa rozkosznie po zimnej posadzce,która przyobleka się zachłannie w ciepłą kolorystykę zawiłych kunsztownych kolorów,przeplatanych w wzorzyste wzory.Maskuje z zimną premedykacją...Chłód i ciszę.A ślady stópek są,a jakże,ale zaraz znikają.Jak para z ust.Sucha,wykrochmalona dziecięca piżamka swobodnie osnuwa dziecięce,filigranowe kształty.Zdaje się,że...Nie,to głupie,ale zaraz.Naprawdę!Chroni przed upadkiem,a zarazem jest kolczugą na wątłej,maleńkiej klatce piersiowej i skrywa serce.A te,jedyne w swoim rodzaju,jak ptaszek Koliber.Do przodu i do tyłu.Ale zawsze do przodu.Naprzód! Wreszcie.Chłód pustego korytarza nie był w stanie zasuszyć szklistego spojrzenia,które chciwie i zachłannie przystawiło rozgorączkowane spojrzenie do otworu na specjalistyczny klucz w masywnych dębowych drzwiach w solidnej framudze.Zeszkliło pomału,pomalutku załzawione spojrzenie niebieskich oczu o konsystencji bezchmurnego nieba ze znamionami zbliżającej się burzy.Trzepot rzęs bezszelestnie ustał,a powieki zamarły w bezruchu,jak wyćwiczone sprężyste palce,nacechowane delikatnością,zastygłe nad klawiszami fortepianu.Białe i czarne.A niekoniecznie...Mała twarzyczka wtulona chciwie w masywne drzwi,pochłania zachłannie za pomocą zmrużonych ocząt:Fragment... Świat.Widzę.Brakuje trochę.Nie czasu,ale tego co było kiedyś.Wymazane.Ale czy to dobrze,tak ma pozostać?


Idę...Zdecydowanie w kierunku wykrochmalonych firanek,ostentacyjnie lekceważę brudne plamy na szybach,depczę zdecydowanymi,szybkimi krokami cienie na wypastowanej podłodze.Szepczę:kurka,kurka,kuźwa, tak do siebie,z przyzwyczajenia.Szybko,dla jaj.Dla zachęty.Zdecydowanie. Ale nie biegnę ,bo się wywrócę.Nie walczę z cieniami,ale z tymi którzy je rzucają.Proste.Słyszę szczęk,jak szkło z potłuczonych szyb.Skrzek. Wszędzie,zewsząd.Jak szczęk stali,skrzyżowanych mieczy.Stali tylko, patrzyli.Wnikliwie.Szczerbiec.Smuga.Zalega,jak niemy świadek.Mówił,że przyszły.Wyrwałem mu język i dałem psu.A to dlatego,że żaden pies nie zje jęzora kłamcy.Aprobata.Piesek zjadł,a jak,mlaskając ostentacyjnie. Mówił prawdę.Świadek,znaczy się.Podziękowałem mu pięknie i ruszyłem dalej.Zagadka rozwiązana,to tędy się dostały.Teraz są wszędzie.Słyszysz jak przeraźliwie piszczą i jęczą?Zawodzą,wiercą się z kąta w kąt.Pierzchają na byle odgłos do swych zawilgoconych i ciemnych jam.Nie?To dobrze.
Bardzo dobrze,a nawet przeraźliwie dobrze.Jeden normalny,co za ulga.To jest Nas dwóch...Choć ze mną.Szybko!!!!
Rozcieramy gorączkowo brudne smugi.Na czole.Zbiegają się w zawiły wzór.Natarczywie powtarzamy czynność zacierania.Co z oczu,to z serca.Stara prawda.Podwajają się,mnożą,nawarstwiają.Nie zastępują,tylko potęgują.Potwierdzają.Dlaczego tak robicie?Czemu? Zamknij się!A,bo możemy.O,tak...Marzymy też,czasami.Warzymy też,również... Skiśnie?Nie,to tylko wiśnie.Kwaśne takie,nijakie jakieś.Nijakie.Ale pestka.Ta to niespodzianka.Nieustraszona.Twarda jest suka,taka nieustępliwa.Skubana.Jak rysa na szybie.Jak przerdzewiała rynna.Zalewa okno.Oko.Nic nie widać,łzy rozmyją. Rozmazuję...Palcem.Pamiętam zachłannie zakotwiczone rogi byka w podbrzuszu torreadora. Rozcieńczamy...Rozcieramy ręce.Nadaremnie.Marzną przenikliwie,puchną i rosną.Czerwień skóry i biel zimna.Wybiegamy z klasą.Żaden się nie omsknął.Bardzo dobrze.Drewniane drzwi zamknęły się z hukiem za nami z przeraźliwym skowytem przerdzewiałych zawiasów.Na zawsze...Ciepły oddech,a raczej wydech zamienił się nagle w mroźną parę.Biel przeraźliwą.Zimna skowycz,zespolone warkocze przeraźliwego, przenikliwego zimna.Ne rozsupłasz.Rzeczywistość za szybą.Zagmatwana.Skrobiemy nieśmiało.Czule.Czekamy,a mogliśmy uciec.Patrzymy...Zbutwiałe,wilgotne kartony.Na co to komu?A mogliśmy się modlić...Ale po co? Matowiejemy w globalizacji ruchu cząsteczek powietrza,zwanych rubasznie wiatrem...Nic...Zawsze...Nie wiem...
Ps:Opis dotyczy krajobrazu.I krajobrazu też.Również też.Następnie również też.Obcesowo również też...Zdeklarowanie...
Ps2:Artykulacja dotycząca zajmującego pierwszego planu mija się z celem w samym w sobie.Docelowa interpretacja
Nutka:
https://www.youtube.com/watch?v=ac6pgts4PYQ


Wygląda na mądrą dziewczynkę.Pewnie jak dorośnie,to zostanie ,,psycholożką" W byciu mądrym są kluczowe dwa warianty:
Pierwszy-mieć dużo do powiedzenia.
Drugi-zachować to dla siebie...
Ps:Na pewno jej się to uda


Zabiorę Cię do domu.Taaa...,jasne,prędzej na parking.Suche fakty:
Światła pozycyjne - przód 2szt. tył 2szt,oświetlenie tablicy rejestracyjnej z tyłu.
Światła mijania - przód 2 szt,
Światła drogowe - przód 2 szt. ( nie działają bez świateł mijania )
Światła cofania-tył prawa strona białe.( świeci po włączeniu biegu wstecznego).
Gdyby miało ucho,to bym z tego kawę pił
Potencjał dramatyczny.Ale predyspozycja,to nie to samo co uwarunkowanie.
Materializuje to o czym myślisz i obraz tego,co chcesz dokonać.Twoje dzieła są tak trwałe,jak twoja wola.W bankomacie płacisz za dostęp do własnych pieniędzy,w tym przypadku tak nie będzie.Musisz to mieć:Argument.
Argument uzasadnia tezę.Musisz przekonać samą siebie


Ból.To było jak darcie pustych kartek z białego,niezapisanego zeszytu szkolnego.Suche kartki na tle wysuszonego blatu ławki szkolnej.Popisanej takiej,brudnej.W linie,do polskiego.Nie jak suchy i głośny szelest kartek z dzienniczka ucznia w którym tkwiła uporczywa uwaga od nauczycielki do rodziców.Taka nierozważna,zamaszysta zwrotka kończy swój żałosny żywot w mokrej kipieli szkolnego kibla.Rozmazana tablica szkolna,ślady białej kredy,jak rysy kości na skale.Szelest kroków w korytarzu.Stukot obcasów na gramaturze kafelków korytarzy szkolnych.Tam jej miejsce,są ważniejsze sprawy,chcesz posłuchać? Przecież wiesz.Więc...
Nikt go nie będzie bił,teraz jego kolej.Ale będzie prał tylko tych złych.Tak!!!
W linie grube był ten ból...Uratował mu wtedy życie,ciężko było,ale dał radę.Nie mógł,po prostu nie mógł,wtedy obojętnie:spojrzeć,przejść? Może ktoś inny,ale nie on,bo wtedy byłby ,,Ktośiem" i nigdy by się nie golił,nawet jakby dorósł,bo nie mógłby spojrzeć sobie prosto w oczy w lustrze.Tak po prostu,szczerze.Normalnie...Nawet nie żałował siebie,co to,to nie,tylko tego chłopca małego było mu żal,okropnie.Kiedyś.Wiedział,że już za późno,ale może jego pamięć uczcić,to tak jakby odnowić wypłowiałe napisy na nagrobku.Ale one takie białe.W zeszycie nie widać,ale na kamieniu tak.Jak deszcz za szybą.Łzy? Nie pytaj,proszę,obiecaj mi to.Proszę Cię,zapomnij. Wiesz jak,nauczyłem Cię.Wiem,że nie powinienem. Jak sprane jeansy.Jego. Nie twoje,wiesz? Dobrze mu w nich,więc w nich go pochowajcie,szeptał.Zawsze,jakby nucił półgłosem.Ciągle.Nucił ulubioną piosenkę?Zawsze z nim,a zarazem samotnie.Słyszysz,ale spoglądasz w bok.Nawet nie wiesz,jak się pisze:Odwracasz.Nigdy się nie odwracaj się od rodziny,nawet jeśli ona to robi.Idź na pogrzeb,okaż szacunek.Stań daleko,w cieniu cmentarnych drzew.Obok,niedaleko.Ważne,że jesteś,naprawdę.Tylko tyle,a może tak wiele.Masz wolną wolę,niewolniku Mianownik,czasownik,przysłówek,zaimek? Nie bądź taki jak oni.Powiedz tylko:spij spokojnie.Nie przebaczaj,nawet o tym nie myśl.Pamiętaj,nie zapominaj,bo nie możesz.Próbowałem,wierz mi.Ból,zewsząd,jak płot,a
byli u zaprzyjaźnionego weterynarza.Trochę to trwało,trochę pomógł,trochę połatał,robił chłop co mógł...Dobre i to.W tej sytuacji zawiózł go do domu swojego,cichego i na uboczu.Miejscowi mówili na niego:,,Zameczek". Niekiedy coś rozumiał i coś tam kapował.Wtedy zrozumiał dlaczego.Stary drewniany dom oddychał.Żył.Na początek złapał się zabandażowaną dłonią o framugę drzwi,jakby chciał,aby go poznał i jego zapach,jak pies obronny,doberman.Nigdy nieoliwione zawiasy
drzwi zaskrzeczały niczym czarny kruk łypiący niedbale mlecznym okiem:nigdy nie zostawiaj swoich wrogów na piedestale,wyłup im oczy.Miłosierdzie? Dlaczego by nie,przecież przeżyją....
Zaakceptował go,wszedł...Dom.Potem długo nic...Długo.Nic.Następnie zapach.Taki nieoczekiwany.Chłodny i ciemny? Piwnica? Nie,przecież to tylko może tak pachnieć intensywnie,tylko ktoś tak stary i mądry,a zarazem pogrążony w tak niewypowiedzianej zadumie,że jest tak przeraźliwie silny,bo wie,że pragnie tylko spokoju.Potem długo nic,nic i nic,a potem rzekł: ale ty to masz piękne oczy,westchnął popijając gorący wywar ziół.Mieszanka taka,trzeba umieć robić,skonsultował siorbiąc przeraźliwie,bo gorąca.To żona gospodarza,zrozumiał. Ona,Gosia. Zaraz,zaraz,a czemu nie Małgosia? Lęk pierwotny,zastany.Piękne niebieskie oczy z zielonymi plamkami na tęczówkach.Ale
zaraz,jak pokręcił głową,to oczy jej stały się takie dziwne.Wiedział,że to głupie,ale takie zamglone,zakurzone i blade.Gorące płonienie rozwierały w kominku drwa na czynniki pierwsze,jak ciepłe opary z uszminkowanych czerwonawą pomadką ust.Pocałunek.Ciepło.Boże,ona nie mrugała.
Ujrzała jego zakłopotanie i ujęła troskliwie jego dłonie w swoje.-Przecież wiesz.-Wiem,odpowiedział,tylko...Podała kawę i koniak.Upił troskliwie łyk,a ona wpół spała,wespół drzemała na przepięknie zdobionej sofie.-Moja żona ostatnio czuje się fatalnie-stwierdził gospodarz nabijając fajkę aromatycznym tytoniem. -Mogę się tylko domyślać,jak bardzo-stwierdził ugodowo zaoferowany zakurzonym spojrzeniem gospodyni- Jeeeezzu,ona nie mruga.Bolały go kości,aż do szpiku.Wszystko go bolało.Jezu...
-Wybacz proszę,ale twoja małżonka ani razu się nie odezwała.Czy ona jest niemową-spytał szeptem.
-Właściwie to nie wiem-odparł gospodarz zapalając fajkę i wydmuchując pióropusz dymu w stronę ciemnego stropu dachu,który to niejedną i przerażającą opowieść niechcący podsłuchał.
-Nigdy mi tego nie powiedziała...


Interpretacja? Nie dzisiaj o uczuciach będzie.
Patrzy.Patrzy w lustro.Sączy leniwie,ale tak zapamiętale szczotkę ryżową, skubie chciwie i namolnie jej siwe włosy.Szorstkie pasma drażnią jego nieogoloną brodę.Spija płyn do mycia naczyń,leniwie spływający w zakamarki kącików roześmianych ust.W kącikach się zatrzymuje.Drażni,
kokietuje nieprzerwanie,co powoduje pogłębienie uśmiechu i ściśniecie płynu,który uwalnia się z pułapki w kształcie bańki,która niebawem pryska jak młodzieńcze marzenia.Następnie zmienia stan skupienia i spływa nieubłaganie.Strużka po strużce...Chciwie chłepce,mlaska zapamiętale. Wstyd mu,ale dobrze mu z tym.Kap,kap,kap...A,bo tu nieopodal czystą źródlaną wodę dają.Strużka,służka,starowinka nieporadna łopoce z niemym skowytem,który przeradza się w szept.Puk,puk? Kap,kap...
Kropla potu z rozgrzanego czoła,ze skroni,czy detergent ściekający z brody dogoni? Wiesz?


Na pierwszy rzut oka wszystko jest w porządku.
Później przychodzi rozeznanie.
Głupio ci trochę,to zagadujesz:
-Cześć.
-Cześć.
-Co porabiasz?
-Teraz to nic,ale wcześniej,to drzemałam.
-Lubisz spać?
-Bardzo!
-A dlaczego?
-No,bo to wtedy mi się śni.
-A co ci się śni?
-No,że biegam.
Wtedy siadasz na ławce.Dobrze,że tylko na ławce...


Nie masz arachnofobii,bo fotografujesz wielkie i krwiożercze skakuny.
Jeśli chodzi o pająki to lubią ciepło.A jak mają gody to szczególnie cenią sobie ciepełko.T wtedy właśnie udają się do ludzkich siedzib,zwanych potocznie domami mieszkalnymi i gdzie idą? Gody,ciepło=do sypialni. Fakt,jest tam ciepło.Kominek,łóżeczko i ciepła kołderka,ale może być jeszcze cieplej,nieprawdaż? W takim razie wchodzą ochoczo do ludzkich ust śpiących osób.Prawda jest taka,że każdej nocy zjadamy nieświadomie w objęciach Morfeusza kilka,to znaczy pięć lub sześć pająków domowych. Nieświadomie.A jak ktoś rzadko sprząta i na dodatek chrapie,to rano nigdy nie je śniadania.Jest syty.Obiad dopiero potem...


Pies jest jak cień,zawsze Ci towarzyszy.Nawet jak jest południe,to niby
znika,ale jest zawsze przy tobie i zaraz się pojawia u twego boku,a
nawet jak jest mały,to potrafi rzucać długi cień.Możesz się go pozbyć,
ale tylko na chwile:podskakując.Ale zaraz przybiegnie do Ciebie.
Pamiętam jak przez mgłę,gdy byłem mały i potrzebowałem gotówki,a
nigdzie nie mogłem dorobić,bo pracodawcy niechętnie zatrudniali młodocianych,to wtedy na czarno przeprowadzałem rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej zwanych potocznie Indianami z rezerwatów do Meksyku,to wtedy właśnie miałem przyjemność spotkać starego wodza,który mi powiedział w sekrecie:
Pierwszy pies ciebie uczy.
drugiego ty wychowujesz.
Kolejne dwa na ciebie pracują,
a ostatni towarzyszy ci do śmierci
i ciebie przeżyje...


O,logaski,golaski.
Pułapka i to ciasna.Bo tu tajemnicą jest minimalizm.Im mniej,ty, lepiej.
Jak jedno pociągnięcie pędzla.Pewne i śmiałe.Czytelne,a zarazem zapadające w pamięć.Na długo,najlepiej na zawsze...
ALL
FOR
YOU
the best


Amplituda drań rozedrganej struny,wahadło napięcia pasma mięśni prążkowanych gładkich,uginających się subtelnie pod naciskiem
wrażliwości opuszka palca w celu interpretacji delikatnego zarysu
smug subtelności...A rysa? Zatarta.Ale pozostaje.Jak blizna,nawet
po śmierci wspomina,jątrzy się,a potem też znika.Milknie,na zawsze.
Korelacja przyczynowo-skutkowa w wyśmienitej zalewie.


Niedomówienie ma około stu synonimów i troszeczkę
grup znaczeniowych,ale można to uściślić.Bo to
tylko słowo,ale słowa potrafią ranić.Szydzić,jak
ostre sztylety? Nie bardzo,bardziej jak bagnety,
właśnie tak...Tym sposobem spersonalizowaliśmy.Czy
jest nam lekko na sercu,a może odwrotnie? Jakby nie
było,to już ożywienie,a to już animizacja,takie tam
poklatkowe ożywienie.Reasumując:jeżeli patrzymy
sercem,a nie oczami,to to już grubo,bo to przecież
antropomorfizacja.Konkluzja ma taka,że pan to
wilkołak.Łatwo poznać,bo ma zrośnięte brwi,a pani
pilnie potrzebuje srebrnych naboi.,,Wszak pełnia
księżyca na dniach"-ot,taki lapsus językowy
Ps: Takie rzeczy...To,co powinno ich łączyć,różni ich.
Nad wyraz niedorzeczne....
A,bo to takie małe.Takie przecież jest.


Iluzoryczne i diametralne różne.Dlaczego? Bo pierwsze wrażenie jest szalenie
ważne.Nigdy nie masz drugiej szansy.Przenigdy.Reasumując:fajne mylące wrażenie na miniaturce,że dziewczynka trzyma maskotkę owieczkę,a nie lalkę.
Po powiększeniu rozterka,a potem śmiech.Ileż to razy wyobraźnia płata nam figla? Ale to dobrze,bo życie byłoby szalenie nudne bez wyobraźni,istna cela śmierci.Tylko czekanie na bezdech.
Ps: kup dziewczynce owieczkę,proszę pięknie


Tak się właśnie zastanawiam.Tak,jest kilka opcji.Właściwie trzy.Najgorsza: chowasz ukradkiem ludzi w szufladach.Pikanterii dodaje fakt,że szuflada,to nie szafa.Gramatura:czyli w kawałkach:w górnej od lewej ręka prawa,
pośrodku stopa,a od dołu w lewej,od strony lustra głowa.Gdzie tu sens i logika? Nie skatalogowane,odpada definitywnie.Druga forma:to dziadzio
Tadeusz,zderzający się boleśnie z oszklonymi drzwiami skonfigurowanymi między przedpokojem,a kuchnią.Tak,to będzie to: Przetarł zawilgocone oczy chropowatym wierzchem dłoni.W życiu miał już dwie laski:Wiesławę,
a teraz drugą,drewnianą z regulowaną wysokością.Usilnie sprecyzował spojrzenie na swoim odbiciu w starym,dużym zwierciadle w przedpokoju.
Lubił duże rzeczy.Wiesia też była duża.Uśmiechnął się zdawkowo.taa...
I ten guz,też duży.Ogromny.Jest też trzeci wariant,ale tylko Ty o nim wiesz.
Powiesz? Raczej tak,nie tacy sypali,wszyscy


Siedział,prawie nie zajmował miejsca,bo to mały Jasio był.Brudnymi palcami przeczesał jasną gmatwaninę jasnych pukli włosów i otarł rękawem nos.Wrócił do zabawy.Łamał w rękach suche gałązki. Trzask,trzask,jak tupot nóg,ale nikt nie nadchodził.Był sam.I drzewo. Spoglądał lękliwie i nerwowo zerkał.Trzask...Aż cały podskoczył od odgłosu złamanej gałązki.Ciągle to robił,łamał.Zerknął lękliwie.Szumiało:zost...Co?
Nie znał się,ale patyki to chyba takie kości drzew.W takim razie skoro jest ich tyle,to to...Właśnie,to cmentarz drzew.Zerknął na drzewo i teraz usłyszał:zostań...Ze mną.Westchnął i zamknął powieki.
Ps: kapitalna,subtelna tonacja,a drzewo trza było korzeniami opleść skały,
bo ukorzenić się w skale nie da i zdmuchnie je jak Jasia,albo zostanie.


Choć jest rozdysponowana w kategoriach usilnie zewnętrznych,to na szczęście taka nie jest.Jaka jest każdy widzi.Na szczęście.Wbrew pozorom sztukateria wewnętrzna charakteryzuje się listwami maskującymi,zgadza się?Prawda...Następnie jej celem samym w sobie jest maskowanie.
Ukrywanie ubytków,niedociągnięć.Reasumując to tylko odlew,najczęściej styropianowy,a ten nie jest odporny na działanie wielu rozpuszczalników organicznych.A czy jest odporna na łzy?Mam taką nadzieję,drobniutką. Cichą...He,he,po styropianie to wszystko spływa.Taka jego natura,
sami Go stworzyliśmy.A kto był pierwowzorem?A bo niepomiernie irytuje mnie wręcz izolacja.A,bo ma tylko jeden,jedyny cel:zabezpiecza i utrudnia elementarne oddziaływanie dwóch sąsiednich elementów.Pozytywnego,a nie agresywnego.Pasywny też odpada.Ci,od których możemy się się nauczyć,jak cieszyć się każdą podarowaną chwilą,każdym oddechem... Pokażą Ci,a owszem,ale jako partner,a nie jako balast.Wbrew pozorom. Biedni bogaci...Nic nie mamy,tylko się łudzimy.



1 2 3 4 5 6 ... 45 Następna strona
© 2001-2017 Grupa Onet.pl SA - digart.pl v.6
RSS Wszelkie materiały i wypowiedzi zamieszczone w serwisie należą do ich autorów. Grupa Onet.pl S.A. i zespół digart.pl nie odpowiadają za ich treść.
strona główna | regulamin | zasady korzystania | faq | załoga | RSS | reklama | kontakt